Historia pisana życiem

Historia pisana życiem

Przygoda ze stawami


Bardzo lubię sytuacje i zdarzenia, które są z życia wzięte. Ta konkretnie ma swój początek w gabinecie stomatologicznym. Poszłam na wizytę i siedząc na fotelu z rozwartą paszczą przez kilka minut, dały o sobie znać moje dolegliwości ze stawem skroniowo-żuchwowym. I jak uwielbiam wizyty u dentysty, tak tę wspominam dość boleśnie i nie mam tu na myśli borowania. W tym konkretnym przypadku ucieszyłam się, że mój doktor jest bardzo sprytny i zwykle wizyty są szybkie, ku mojemu ubolewaniu, bo w gabinecie mogłabym mieszkać, uwielbiam ten zapach. Ale siedzenie na fotelu z otwartą buzią było wówczas bardzo bolesne, bardzo chciałam, żeby to już był koniec. I żebym mogła już zamknąć buzię, a mój staw, żeby już był odciążony.

Doktorze co Pan radzi?


Po skończonej wizycie zapytałam doktora, co mogę zrobić z tym stawem, bo boli miesiącami i utrudnia mi życie. Ciężko było nawet spać, bo ból był ciągły. Lata wcześniej miałam problem z prawym, teraz dawał się we znaki lewy. Wówczas pomógł mi pewien suplement na bazie dzikiej róży, ćwiczenia zaordynowane przez ówczesnego stomatologa. Proponował on również szynę relaksacyjną. Nie bardzo chciałam się zgodzić na szynę, bo kilka lat nosiłam aparat ortodontyczny i nie lubiłam go bardzo nocą.

Mój obecny doktor rzucił hasło glukozamina. Oczywiście substancja była mi znana, ale kojarzyła mi się ze starszymi osobami. Uruchomiłam swoją wiedzę i przypomniało mi się, że trzeba to stosować długo. Wróciłam do domu rzuciłam się do internetu i myślę, pal licho, zamówię, skoro ma mi ulżyć. Ale sprawa się jakoś przeciągała, szukałam oczywiście czystego produktu, później zajęta swoimi sprawami, odłożyłam zamówienie na dalszy plan.

Przeziębienie jako początek leczenia stawów


Ale….w międzyczasie zaczęło mnie łamać w kościach, boleć gardło, dopadło mnie zwyczajne przeziębienie. Więc co, trzeba było coś na to poradzić? Oprócz herbatek z lipy, wygrzewania w domu, dużych dawek witaminy C i D. Zaczęłam też stosować kurkumę, boswellię i imbir, wszystko w standaryzowanych kapsułkach. Przeziębienie oczywiście szybko mijało. Ale, ale, ku mojemu zaskoczeniu wraz z przeziębieniem, minął ból w stawie. Teraz wiem, że to musiało się tak skończyć. Przecież stosowałam trzy potężne zioła przeciwzapalne i przeciwbólowe. I tak się dziś zastanawiam, dlaczego od razu na to nie wpadłam? Przecież te suplementy znam? Zupełnie wypadło mi z głowy. I chcę Wam powiedzieć, że to temat sprzed kilku miesięcy, a ból w stawie nie wrócił. Stosuję profilaktycznie do dziś, ale w bardzo zmniejszonej dawce.

Posłałam to dalej, poleciłam innym


Skoro już u mnie tak świetnie podziałał ów zestaw, poleciłam go na pierwszy rzut bliskiej osobie, która cierpi na zapalenie stawów od wielu, wielu lat. Pomyślałam sobie, że pewnie ta suplementacja będzie długa, żeby odczuć jakiekolwiek pozytywne skutki. I tu było zaskoczenie moje, ale chyba bardziej tej chorej osoby. Dostałam informację zwrotną, że po kilku dniach ból jest dużo mniejszy. Po dwóch tygodniach ból ustąpił zupełnie. Dla mnie to szok i potwierdzenie tego, co udało mi się wyczytać w mądrych książkach, że są to substancje porównywalne w działaniu z niesteroidowymi lekami zapalnymi. Tak często przepisywanymi właśnie w leczeniu reumatoidalnego zapalenia stawów (RZS). Tylko mają tę przewagę, że nie dają skutków ubocznych. To wszystko potwierdza siłę i moc substancji roślinnych i zapraszam każdego, do zwrócenia się ku naturze. W niej jest lekarstwo na wiele, wiele chorób, być może nawet na wszystkie, tylko zaufaj i się nie bój.

Skorzystaj z mojego doświadczenia i poślij dalej


Jak wspomniałam wcześniej lubię takie realne historie, wszędzie tam gdzie jest człowiek dzieje się coś ciekawego. Jeśli moja historia przyda się choć jednej cierpiącej osobie, to już będę zadowolona, to mniej bólu, lepszy komfort życia i samopoczucia. Dziel się takimi historiami, wyślij linka do artykułu do znajomych lub kogoś z rodziny, kto cierpi na chroniczny ból stawów. Odpowiednie suplementy znajdziesz w moim sklepie, nie musisz się zastanawiać czy są zdrowe, bo są. Osobiście o to zadbałam 🙂

Zdrowia…naturalnie, Aga